Idę ulicą widzę twarze ludzi. Nie znanych mi ludzi. Jedni uśmiechają się do mnie, drudzy zaś surowo mierzą wzrokiem.
Czasami zastawiam się jakby to było gdybym nie żyła. Być może moja mama robiła by teraz co innego. Może mój brat były gdzie indziej. Może mój chłopak ułożył by sobie życie z inną.
-Patrzę na panią stojącą obok mnie przy pasach-
Zastanawiam się jaki ja, obca dla niej osoba, miałam wpływ na jej życie. Być może kiedyś denerwując koleżankę w szkole, popsułam dzień tej pani...
Wszystko jest jednym splotem wydarzeń.. Na przykład kłócę się z koleżanką ze szkolnej ławki, ta przynosi zły humor do domu kłóci się ze swoją mamą. Wtedy ta w nerwach krzyczy na swojego zmęczonego męża. Ten w zdenerwowany jedzie do swojej matki. Ta opowiada o tej sytuacji swojej sąsiadce. Sąsiadka jadąc ze swoim mężem samochodem, opowiada mu o tym. Zamyślony kierowca potrąca córkę tej pani ,,z pasów"..
o ilu rzeczach człowiek nie wie.. sama nie wiem czy powinien. zabiłabym się z poczucia winy.
Od dziś postanawiam uśmiechać się do wszystkich i nie kłócić może dzięki mnie ktoś będzie szczęśliwy. Może.. ale mi te może wystarcza przecież nic nie tracę, nic mnie to nie kosztuje.
-Patrzę na nią nadal, sięga do torebki wyjmuję z niej malutki srebrny telefon naciska zieloną słuchawkę, nie wiem co powiedziała osoba z drugiej strony, lecz ona odpowiedziała "córciu bądź silna już idę"-
A niby nic.








